Pierwsze wrażenie? Ciepło, słodycz, coś otulającego i kobiecego. Czuję tu nuty migdałów, tonkę, kwiat pomarańczy – bardzo przyjemne, ale nie duszące. A potem robi się ciekawiej – wchodzi coś bardziej wyrazistego, jakby lekko dymnego… chyba to ten tytoń i wanilia. Całość jest głęboka, sensualna, ale jednocześnie taka... współczesna. Trochę z pazurem, ale nie krzyczy. Raczej szepcze: "hej, jestem tu".
Bardzo podoba mi się też trwałość – spokojnie kilka godzin czuję go na sobie, a na ubraniach utrzymuje się jeszcze dłużej. To nie jest zapach, który znika po 15 minutach.
Flakonik prosty, ale elegancki – idealny do torebki. No i ta nazwa – No Stylist – trochę jak manifest, że nie musisz się nikomu dopasowywać, żeby czuć się dobrze we własnej skórze. I serio, dokładnie tak się czuję, gdy go noszę.
Nie wiem, czy sama bym go kupiła w ciemno – ale po przetestowaniu w boxie mogę śmiało powiedzieć, że to jeden z tych zapachów, do których chce się wracać.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Każdy komentarz motywuje mnie do pracy :)
Obs za obs czemu nie :) Zacznij daj znać w komentarzu i zrobie to samo ! :)
Pozdrawiam !