To mleczko do ciała znalazłam w pudełku Pure Beauty Royalty #13 i przyznam, że podeszłam do niego bez większych oczekiwań. Ot, kolejny balsam. Ale po pierwszym użyciu pomyślałam: wow, to jest naprawdę coś innego.
Ma bardzo lekką, przyjemną konsystencję – nic się nie klei, szybko się wchłania i od razu można się ubierać. Dla mnie duży plus, bo nie lubię, jak wszystko się potem lepi. Skóra po nim jest miękka, gładka i pachnie tak… świeżo i elegancko jednocześnie.
No właśnie – zapach. To zdecydowanie najmocniejszy punkt tego produktu. Taki zielono-kwiatowy, trochę dziki, trochę perfumowy – zupełnie inny niż typowe balsamy. Czuję się po nim, jakbym była na spacerze po jakiejś łące w Prowansji (tak, wiem jak to brzmi, ale serio tak pachnie 😅). I co najlepsze – zapach naprawdę się utrzymuje na skórze przez kilka godzin!
Jeśli chodzi o nawilżenie, to jest delikatne, bardziej pielęgnacyjne niż mocno regenerujące – więc raczej nie dla bardzo suchej skóry, ale idealne na co dzień, zwłaszcza latem, kiedy nie chcę nic ciężkiego.
Podsumowując – totalna niespodzianka z boxa, którą z przyjemnością zużyję do ostatniej kropli. I kto wie, może nawet kupię kolejne opakowanie.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Każdy komentarz motywuje mnie do pracy :)
Obs za obs czemu nie :) Zacznij daj znać w komentarzu i zrobie to samo ! :)
Pozdrawiam !