Ostatnio wpadła mi w ręce pomadka Golden Rose Pure Matte w odcieniu 115 i muszę przyznać, że totalnie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się cudów, bo to jednak budżetowa marka, ale… czasem to właśnie takie kosmetyki okazują się największym odkryciem.
Kolor 115 – idealny na co dzień
Odcień 115 to dla mnie taki „bezpieczny pewniak”. Nie jest przesadzony, nie krzyczy z daleka, ale pięknie podkreśla usta. To kolor, po który sięgam wtedy, kiedy nie wiem, na co mam ochotę – pasuje i do makijażu no-makeup, i do mocniejszego oka. Bardzo uniwersalny, kobiecy i elegancki.
Konsystencja i aplikacja
Pierwsze, co zauważyłam, to jak gładko sunie po ustach. Nie jest tępa ani sucha, co często zdarza się przy matowych pomadkach w sztyfcie. Aplikacja jest szybka i bezproblemowa – nawet bez konturówki wygląda dobrze.
Mat jest widoczny, ale nie jest to taki „suchy beton”. Wykończenie jest bardziej aksamitne, pudrowe. Usta wyglądają na wygładzone, a nie podkreślone każdą suchą skórkę.
Czy kupiłabym ponownie?
Zdecydowanie tak. To jeden z tych produktów, które wrzucam do torebki „na wszelki wypadek”. Dobra jakość, ładny kolor, komfort noszenia i cena, która nie boli.
Jeśli szukacie matowej pomadki w sztyfcie, która nie wysuszy ust i sprawdzi się na co dzień – warto ją przetestować.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Każdy komentarz motywuje mnie do pracy :)
Obs za obs czemu nie :) Zacznij daj znać w komentarzu i zrobie to samo ! :)
Pozdrawiam !