Przyznam szczerze, że do deserów typu konjac podchodzę z lekkim dystansem – raz trafi się coś naprawdę fajnego, innym razem totalna wtopa. Ale ten o smaku brzoskwini pozytywnie mnie zaskoczył. Tubka jest poręczna, łatwa do wrzucenia do torebki czy plecaka i co najważniejsze – nie trzeba go trzymać w lodówce, więc idealnie sprawdza się jako przekąska „na wynos”. Po otwarciu poczułam delikatny, ale przyjemny zapach brzoskwini – bez sztucznej nuty, co już na starcie było na plus.
Sama konsystencja jest lekko galaretkowata, sprężysta, ale nie zbita – coś pomiędzy galaretką a miękkim żelkiem. Dla mnie super, bo łatwo się ją zjada, bez żadnego gryzienia czy uczucia, że coś się ciągnie. Smak? Subtelny, niezbyt intensywny, ale brzoskwinia jest wyczuwalna i nie ma tej charakterystycznej chemicznej słodyczy, jaką często mają produkty „bez cukru”. W ogóle to słodzone erytrytolem, więc jak ktoś unika cukru, to spokojnie może się częstować. Dodatkowo prawie zero kalorii – cała porcja ma dosłownie kilka – co sprawia, że to fajna opcja, kiedy mam ochotę na coś słodkiego, ale nie chcę rozwalać sobie diety.
Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to może do tego, że smak mógłby być trochę bardziej wyrazisty – brzoskwinia jest delikatna, raczej „w tle” niż na pierwszym planie. Ale z drugiej strony to właśnie sprawia, że ten deser nie męczy, nie zapycha i spokojnie można po niego sięgnąć nawet między posiłkami.



Dobrze, że smak jest taki subtelny.
OdpowiedzUsuńjestem ciekawa jak smakuje :D
OdpowiedzUsuń